Jak w temacie. Mam 37 lat, jestem po rozwodzie, dzieci brak, dobrej pracy też. Kilkanaście lat temu kończyłam studia które wybrałam z braku laku. Byłam zakochana, ale po 5 latach starań o dziecko mój mąż miał dosyć jak to nazwał "króliczej prokreacyjnej kopulacji z kłodą" i znalazł sobie 20 latkę dla której mnoe zostawił. Mieszkanie było jego, musiałam się wyprowadzić, samochód był jego, musiałam odddać. Wlaściwie to oddałam wszystko, nawet rzeczy ktore dostaliśmy na ślub wspólnie. Nie miałam siły na szarpanie i chciałam mieć to za sobą. Firma była jego, zostałam z niczym. Teraz mam bylejaką prace na etacie, zarabiam grosze. Mieszkanie wynajmuję, nie mam niczego swojego, nie stać mnie nawet na wyjście na siłownie. Znajomych przejąl mąż, bo ja przez kilka lat leczyłam depresje i byłam aspołeczna. Siostra ograniczyła ze mną kontalkt bo uznała, że zamulam i bije ode mnie negatywna energia i mam zły wpływ na jej aurę i nastawienie. Czuję sie jak życiowy przegryw. Nigdzie nie wychodzę, bo nie mam z kim ani za co. Póki nie spłacę kredytu na samochod i implanty zębów raczej stać mnie nie będzie. Jestem w kropce i nie widzę dla siebie przyszłości. Przychodzę z pracy i potem oglądam seriale albo siedzę na necie.
Jak sie otrząsnać i zmusić do innego myślenia? Proszę o jakies miłe słowo i motywację. Czy ktlomuś udało sie w tak póznym wieku odwrócić swój los?
Jak sie otrząsnać i zmusić do innego myślenia? Proszę o jakies miłe słowo i motywację. Czy ktlomuś udało sie w tak póznym wieku odwrócić swój los?