Kielce to podobno stan umysłu. Ja się zgadzam. Tu jest tyle przedziwacznych zachowań i procederów niewyjaśnionych, że czasami czuję się jak w ukrytej kamerze. Moja sąsiadka robi na przykład tak, że jak wchodzi do domu zostawia buty na wycieraczce przed drzwiami. Widziałam suszące się pranie przed blokiem na sadach. No dosłownie wielkie majty, skarpety i inne osobiste rzeczy wywalone na widok publiczny. Dziwne jest też wyłączenie centrum miasta z ruchu ale to chyba nie jedna osoba miała na to wpływ i może w tej opinii jestem osamotniona. Parkowanie to dramat. Na osiedlach nie ma gdzie parkować a ludzie i tak stają tak, jakby tego miejsca było p[od dostatkiem. Dziwne jest nasze miasto, a mimo tego wszystkiego tu jestem i wyjechać nie zamierzam. To jakiś ewenement albo klątwa na skalę PL 
Przyjaciółka mówi, że to uzależnienie sentymentalność. A uWas? Co was tutaj trzyma? Nie uwierzę, że praca 
