Co to dla Was znaczy "starzec się z klasą i godnością"?

Tylko pytanie, co to znaczy dbać :) Ja np. uważam, że medycyna estetyczna nie jest niczym złym, ale... jak patrzę na niektóre nasze celebrytki, to jednak za daleko to poszło.
 
Dla mnie to oznacza zachowanie balansu. Nie popadanie w żadną ze skrajności, czyli ani na siłę naciąganie się i robienie z siebie "20 latki", gdy się ma 70. Ale też nie zaniedbywanie się i umartwianie swoim wyglądem. To tak po krótce.
 
Może nie jest niczym złym, ale nie każdą kobietę stać na zabiegi. Czy to znaczy, że wtedy kobieta nie starzeje się z godnością?
nie, nie :) mój komentarz odnosi się do tego, że często o kobietach korzystających z takich usług mówi się, że właśnie nie starzeją się z godnością. Natomiast wcale nie uważam, że bez botoksu i innych cudów nie zachowujemy godności. Jam mam raczej podejście takie, że warto po prostu się od siebie odczepić i żyć tak, żeby nam było dobrze.
W ogóle ten zwrot "starzeć się z godnością" to ciekawa sprawa. Ja sama pamiętam z dzieciństwa (jakieś 30 lat temu, głęboka prowincja), że kobieta po 50, która się malowała, używała perfum itd. starzeje się bez godności. Zwłaszcza starsze pokolenie kobiet w tamtych czasach było ultrakonserwatywne - po 40 wypadało ściąć włosy, a po 50 czekać na śmierć :) to oczywiście duże uproszczenie, ale tak to było. A teraz z kolei kobiety bez makijażu, które nie farbują włosów, spotykają się z różnymi nieprzyjemnymi określeniami i ogólnym odbiorem, że o siebie nie dbają. Z takim, powiedziałabym, lekkim potępieniem.
 
Powrót
Góra