Podejmij współpracę w ramach wydarzeń lub zareklamuj swój biznes
Sprawdź szczegóły

Księgowość w rytmie CBD. Kobieta taka jak Ty – rozmowa z Agnieszką Kowalską, właścicielką kieleckiego biura rachunkowego, która z pasją rozlicza PITY i obala stereotypowe myślenie.

5 listopada, 2025

 
Łamie mity i podważa uprzedzenia – nie tylko te dotyczące konopi. Łączy to, co z pozoru wydaje się nie do połączenia. Nie próbuje na siłę zmieniać niczyich poglądów – zamiast tego inspiruje, edukuje i pokazuje inną perspektywę.
Z uśmiechem, spokojem i ogromną wiedzą wychodzi poza schematy – swoje i innych. Oto Konopna Księgowa. Do tego opatentowana! Poznajcie Agnieszkę Kowalską – kobietę, która splata pasję, profesjonalizm i odwagę w odważną całość przełamującą tabu.

KwmK: Dzień dobry. Powiesz mi kim jest Agnieszka Kowalska – Konopna Księgowa?

Agnieszka: Dzień dobry Aniu. Jestem właścicielką biura rachunkowego, pełnię funkcję prezesa zarządu Stowarzyszenia Współpracujących Biur Rachunkowych, które również reprezentuję na arenie krajowej w różnych wydarzeniach, czy jako głos w konsultacjach społecznych. Prywatnie jestem mamą dwójki dorosłych dzieci i szczęśliwa żoną.

KwmK: Konopna Księgowa – to połączenie dziedzin, które z pozoru wydają się niemożliwe do połączenia. Jak na to wpadłaś?

Agnieszka: To miks moich dwóch zawodów i pasji: do księgowości i konopi. Ja się bardzo dobrze czuję w wielozadaniowości. Obalam mit, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Wielozadaniowość w dzisiejszych czasach to wielki atut. Łącząc różne kompetencje łatwiej jest mi znaleźć się w określonym otoczeniu, w określonych sytuacjach i rozumieć się z klientami w różnych dziedzinach.

KwmK: Wyjątkowe na skale Polski połączenie.

Agnieszka: Wieść gminna niesie, że królowa jest tylko jedna, a ja powiem, że Konopna Księgowa jest tylko jedna! A to dlatego, że uzyskałam ochronę Urzędu Patentowego na znak towarowy Konopna Księgowa. Opatentowanie znaku towarowego daje pewność mnie i moim klientom, że nikt nie będzie się pode mnie podszywał i nikt pod moim brandem nie będzie wykorzystywał mojego nazwiska. To jest dla mnie naprawdę istotne, ponieważ bardzo dbam o  jakość świadczonych przeze mnie usług i towarów, które produkuję.

KwmK: W takim razie gratuluję i cieszę się ogromnie, że mamy taką osobę w regionie i takiego Eksperta na naszym Forum KwmK. Lokalnego, opatentowanego i nie do podrobienia.

Agnieszka: Wiesz dlaczego o tym wspominam?

KwmK: Chwalisz się?

[śmiech]

Agnieszka: Też, ale mówię o tym głównie dlatego, bo to pokazuje, że małymi kroczkami, jeśli chodzi o konopie, idziemy do przodu. Pierwsza decyzja z Urzędu patentowego była odmowna. W uzasadnieniu napisano mi, że będę promować narkomanię wśród moich klientów.

KwmK: Poważnie?

Agnieszka: Tak! Było to absolutne niezrozumienie tematu. Na szczęście jestem taka, że jak wyrzucą mnie drzwiami, ja wrócę oknem…nie poddałam się i walczyłam o swoje. Ogólnie staram się walczyć z absurdami, stereotypami i mitami oraz edukować.

KwmK: Ok, ale wracając jeszcze do pasji i oryginalnego ich połączenia. Skąd wzięły się oba zamiłowania?

Agnieszka: Nie umiałabym dziś wybrać pomiędzy prowadzeniem biura rachunkowego, a działaniem jako terapeutka konopna. Jednak ani księgowość, ani konopie nie były moja „pierwszą miłością”. Księgowość była kolejnym punkt na ścieżce kariery zawodowej. Wybierając w wieku dziewiętnastu lat kierunek edukacji, nie wiedziałam w którą stronę chcę iść. Moim pierwszym wyuczonym zawodem jest hotelarz. Jestem po starej hotelarskiej szkole, gdzie byłam przygotowywana do obsługi gości. Bardzo przydały mi się te umiejętności w pracy z ludźmi, zbudowało to moją pewność siebie, nauczyło pokory i dyplomacji. Potem życie zaprowadziło mnie w kierunku księgowości. Otworzyłam swoje biuro rachunkowe i prowadzę je od 15 lat. W międzyczasie pojawiły się konopie, ale to też nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Byłam kiedyś olbrzymim przeciwnikiem konopi. Konopie były dla mnie narkotykiem twardym, czymś złym i totalnie nie akceptowałam tego tematu. Brało się to stąd, że nie miałam praktycznie żadnej wiedzy na ich temat. Myślałam schematami, które zostały mi przekazane przez media, otoczenie i przez dosłownie wszystkich. Skoro wszyscy tak mówili, to nie mogli się mylić, prawda?

KwmK: Łatwo pomylić prawdę z opinią większości…

Agnieszka: Tak. No więc konopie to było dla mnie zło. W momencie, kiedy mój zawód księgowej doprowadził mnie na granicę wypalenia zawodowego i obciążenia psychofizycznego poczułam się u kresu swojej kariery zawodowej. W pewnym momencie postanowiłam dać szansę konopiom i ich „cudownym”, nie do końca mi znanym właściwościom.

KwmK: Pojawiły się konopie i Twój świat nagle stał się lepszy?

Agnieszka: Ależ skąd! Mój pierwszy kontakt z konopiami był fatalny. Kupiłam produkt, jakiś olejek. Nie miałam pojęcia jak on działa, na co działa i co mam z nim zrobić. A to jest bardzo ważne, by osoba, która  wchodzi w terapię, czy suplementację konopną wiedziała o co w tym wszystkim chodzi. Totalnie nikt nie potrafił mnie poprowadzić, bo o terapeutach konopnych wtedy nikt jeszcze nie słyszał.

KwmK: Pamiętasz jakie miałaś oczekiwania wobec tego produktu? Na co liczyłaś kupując go?

Agnieszka: Chciałam poprawić swoje samopoczucie i pomóc sobie normalnie funkcjonować. Liczyłam chyba na cud.

KwmK: I nastąpił?

Agnieszka: Nie ma cudów. Teraz wiem, że zawsze przy rozpoczęciu terapii konopnej obniżamy oczekiwania, nie obiecujemy cudów, bo to jest wręcz nieetyczne.  Lepiej jak klient się mile zaskoczy, niż rozczaruje.

KwmK: Czyli pierwszym użyciem byłaś rozczarowana, bo nie uzyskałaś oczekiwanego efektu.

Agnieszka: Tak. Wydałam pieniądze, olejek leżał, bo ja nie wiedziałam, jak go stosować. Potem zaczęło się pojawiać coraz więcej informacji na temat konopi. Zaczęłam zgłębiać widzę na własną rękę i cały temat bardzo mnie wciągnął. Nie rozumiałam czemu jest to tak demonizowane skoro ma tyle wspaniałych właściwości.

KwmK: No i dlaczego jest tak demonizowane?

Agnieszka: Moim zdaniem bierze się to ze stereotypów przez jakie społeczeństwo postrzega konopie.  Stereotypy biorą się z lęku. Lęk bierze się z niewiedzy, a niewiedza z braku edukacji. To oczywiście tylko moja teoria. Natomiast taką ścieżką doszłam do tego, skąd biorą się te cholerne stereotypy. Właśnie z braku wiedzy i z braku edukacji. Niepisaną misją konopiarzy jest edukowanie. Niektórzy robią to na salach wykładowych, inni przy okazji różnego rodzaju spotkań i podczas konsultacji terapeutycznych. Bo oprócz tego, że ja poinformuję Klienta o tym jak ma stosować konopie, to on musi wiedzieć dlaczego ma je stosować i co się będzie działo z jego organizmem, gdy je zażyje. To najważniejszy filar – rozmowa i przekazywanie wiedzy.

KwmK: Dobra ja jestem niewyedukowana. Prosiłabym o krótką lekcję o konopiach.

Agnieszka: Konopie botanicznie są jednym rodzajem roślin Cannabis Sativa, ale na potrzeby naszej rozmowy, w dużym uproszczeniu możemy podzielić ja na konopie indyjskie, czyli te które mają wysoka zawartość THC i konopie włókniste, czyli przemysłowe, z niską zawartością THC.

KwmK: Powiedzmy, że nie wiem, co to jest THC.

Agnieszka: Pełna nazwa to jest delta-9-tetrahydrokannabino i jest to substancja chemiczna, która w roślinie konopi odpowiada za efekt haju, czyli działa psychoaktywnie na nasz mózg i ośrodkowy układ nerwowy. Dlatego wszystko, co produkowane jest z konopi kojarzone jest efektem haju i niejednokrotnie jest demonizowane.

KwmK: Alkohol, leki psychotropowe, też działają na ośrodkowy układ nerwowy, a nie są tak negatywnie odbierane.

Agnieszka: Otóż to. Trzeba podkreślić, że „haj” nie jest niczym złym. Pamiętajmy, że od listopada 2017 r mamy legalnie dostępne w Polsce ziele konopi. Jest to lek recepturowy dostępny dla pacjentów, którzy otrzymają orzeczenie lekarskie od lekarza, gdy jest zasadność jego stosowania.

KwmK: W takim razie jakie schorzenia mogą uzasadniać przepisanie medycznej marihuany?

Agnieszka: Na przykład schorzenia onkologiczne, padaczka lekoodporna, stwardnienie rozsiane, reumatoidalne zapalenie stawów, przewlekły ból. Konopie mają też działanie uspokajające, przeciwlękowe, rozluźniające…

KwmK: A depresja, nerwica lękowa, autyzm mogą być uzasadnieniem przepisania recepty na medyczną marihuanę?

Agnieszka: Tutaj sytuacja się trochę komplikuje. Tak, takie leczenie wspomagające również jest możliwe, jednak na pewno nie można zaczynać takiej terapii na własną rękę.

KwmK: Upraszczając: nie można palić sobie jonitów z nielegalnego źródła i liczyć na terapeutyczne skutki takiego działania.

Agnieszka: Dokładnie. Poza tym około 60% leków, które są dostępne na naszym rynku wchodzi w interakcje z kanabinoidami, czyli tymi substancjami chemicznymi, które są w konopiach. W momencie kiedy leki wchodzą w reakcję z kanabinoidami możemy uzyskać efekt podwyższenia lub obniżenia stężenia leku. I tego chcemy uniknąć w związku z powyższym zawsze musimy to konsultować z lekarzem i terapeutą konopnym. Dlatego, że terapeuci konopni, którzy zajmują się zastosowaniem konopi w medycynie i fitoterapii wiedzą, jak sprawdzać te interakcje i jakie skutki ma włączenie konopi i do leczenia.

KwmK: Jak już jesteśmy przy stosowaniu medycznym i fitoterapeutycznym konopi to czy są jakieś modele takiego leczenia/terapii?

Agnieszka: Pierwszy model to profilaktyka, czyli lepiej zapobiegać niż leczyć. Profilaktycznie myjemy zęby, moglibyśmy ich nie być one jakoś by sobie tam były. W jakim stanie to już inna historia. Drugi model to jest terapia wspierająca czyli obecna farmakologia i do tego dokładamy konopie aby konopiami wyregulować organizm i powoli schodzić z farmakologii. Trzeci model terapia zasadnicza, kiedy medycyna akademicka nie ma już nic do zaoferowania pacjentowi. Z tym również często się spotykam, kiedy lekarze sami odsyłają do nas pacjentów.

KwmK: Każdy lekarz może przepisać medyczną marihuanę pacjentowi? Do kogo najlepiej się zwrócić?

Agnieszka: Jeżeli są to poważne schorzenia, najlepiej zwrócić się do lekarza, który specjalizuje się w leczeniu konopiami. W świetle prawa każdy lekarz ma prawo wypisać receptę na medyczną marihuanę, czyli wydać orzeczenie lekarskie, łącznie z lekarzem stomatologiem. Nie mogą tego robić jedynie weterynarze. Niestety lekarze nie mają odpowiedniej wiedzy, bo od wielu lat polskie uczelnie nie zrobiły nic, by edukować ich odnośnie stosowania medycznej marihuany. Niektórzy lekarze edukują się sami za pośrednictwem firm, które wprowadzają susz na rynek. Na szczęście jest ich coraz więcej. Jednak lekarze Ci boja się ostracyzmu zawodowego, bo bardzo dużo osób nadal myśli stereotypami i przez uprzedzenia i brak edukacji nigdy nie zdecydują się na taki sposób leczenia.

KwmK:  Wróćmy jeszcze do tego demonizowania i stereotypów. Widziałam kiedyś na naszej grupie skierowany do Ciebie niezbyt uprzejmy komentarz, pokazujący to, o czym mówisz – że ludzie nie do końca wiedzą, czym są konopie i stawiają znak równości pomiędzy konopną terapią a zwyczajnym zażywaniem nielegalnych substancji dla zabawy. Czyli błędem jest myśleć, że siedzi sobie za biurkiem najarana pani, jedną ręką skręca jointy, a drugą rozlicza pity? Jak to wygląda?

Agnieszka: Pamiętam ten komentarz. Ta wypowiedź to jest historia o tej osobie, która to napisała: o jej lękach, niewiedzy i stereotypach, nie o mnie. Jestem terapeutką konopną, księgową. Koniec i kropka.

KwmK: Ale nadinterpretacji Twojej profesji jest nadal wiele. Nie wkurza Cię to, że choć jesteś poważną wykształconą kobietą, niektórzy widzą „dilerkę albo „ćpunkę”?

Agnieszka: Czasem wkurza , dlatego staram się walczyć ze stereotypami. Jestem poważną osobą, bywam w poważnych miejscach, rozmawiam z poważnymi ludźmi, robię poważne i ważne rzeczy. Zawsze idę z konopiami, nigdy ich nie odcinam. Jak wymieniam się wizytówkami, daję swoje dwie, albo trzy w tym wizytówka Konopnej Księgowej.

KwmK: Jaka jest reakcja, gdy elegancka kobieta podaje komuś taką wizytówkę?

Agnieszka: Pierwszy moment jest chwilą zdziwienia.  Potem pojawia się uśmiech na twarzy,. Wiec tej dyskryminacji i uprzedzeń jest coraz mniej. Myślę, że jestem świetnym przykładem na to, jak można łamać mity i stereotypy na temat nudnej księgowej oraz terapeuty konopnego. Wprowadzam konopie tam, gdzie inni moi koledzy i koleżanki, by ich nie wprowadzili.

KwmK: Czyli gdzie?

Agnieszka: Na różne gale biznesowe, tam gdzie są artyści, celebryci, osobowości ze świata nauki i kultury. Nikt otwarcie nie mówiłby o konopiach. I nagle wychodzi na scenę Kowalska, odbiera nagrodę dla lidera przedsiębiorczości, eksperta finansów i terapii konopnych  i dziękuje wszystkim publicznie nie jako Agnieszka Kowalska, tylko jako Konopna Księgowa.

KwmK: Odważnie.

Agnieszka: Tak, ale moja pasja bardzo długo czekała, zanim dogoni ją moja odwaga.

KwmK: Kiedy to nastąpiło? Był jakiś moment przełomowy?

Agniszka: Taki moment nastąpił, gdy postanowiłam usankcjonować swoją wiedzę na temat konopi. Strasznie irytowały mnie uśmieszki i żarciki typu „O będziesz teraz dilować?, „Jesteś ćpunką”. Postanowiłam dać temu kres. Zrobiłam kurs zawodowy terapeuty konopnego. Zależało mi właśnie na kursie zawodowym i kodzie zawodu, nie kolejnych studiach podyplomowych, których dyplomy mi wiszą w biurze i nic mi nie dają. Robiłam kurs w Instytucie Zielarstwa Polskiego w Warszawie pod skrzydłami Doroty Gudaniec, czyli matki medycznej marihuany w Polsce. Moment, gdy zdałam egzamin państwowy i uzyskałam dyplom pozwolił mi wejść do świata jako dyplomowany terapeuta konopny.

KwmK: Jak wygląda Twoje biuro? Różni się od typowego biura rachunkowego? Ja widzę to tak: biurko, Ty rozliczasz vaty, pity i przekładasz inne dokumenty, za Tobą stoi półka z produktami konopnymi. Tak jest?

Agnieszka: Mniej więcej tak. Moje biuro znajduje się przy ulicy Zgoda w Kielcach. Oczywiście nie pracuję tam sama. Uczestniczę czynnie  w życiu i pracy biura, niektóre rzeczy robię sama, niektóre deleguję innym. Rozliczam vaty, pity, szczególnie kocham rozliczanie pitów i dochodów zagranicznych w Polsce. Mam swój wspaniały zgrany team. Przy okazji bardzo dziękuję dziewczynom, że sa ze mną i nie boją się tego tematu. Nasze biuro na pewno nie jest typowym biurem rachunkowym. Zamiast orzełków wiszą mandale, obrazy, bo lubię taki klimat. Nie ma u nas na wierzchu stosów segregatorów. Jest za to  witryna z kluczowymi produktami konopnymi.

KwmK: Częściej masz klientów, którzy przychodzą kupić lub degustować produkty konopne, czy takich z dokumentami?

Agnieszka: Zdecydowanie częściej są to klienci biura rachunkowego. Natomiast jeśli chodzi o konsultacje konopne, zazwyczaj odbywają się one telefonicznie lub online. Bo mało jest osób z Kielc, które korzystały z moich konsultacji konopnych. Nie wiem dlaczego, ale jeżeli macie ochotę się ze mną spotkać, potrzebujecie konsultacji konopnych lub konsultacji księgowych na wysokim poziomie można umówić się na spotkanie, zapraszam serdecznie.

KwmK: Agnieszko, a jak wygląda taka konsultacja konopna?

Agnieszka: U mnie takie konsultacje są bezpłatne. Jeśli ktoś decyduje się na zakup moich olejków, ja prowadzę taka osobę. Natomiast jeśli ktoś korzysta z produktów innej firmy, nie mogę gwarantować skuteczności terapii, bo nie znam tych produktów.

KwmK: A co można u Ciebie kupić?

Agnieszka: Mamy bardzo szeroką ofertę produktów. To są produkty rejestrowane w Polsce jako suplementy diety. Można takie produkty nabyć u mnie w formie olejków, past – to jeśli chodzi ekstrakty konopne. Natomiast mamy jeszcze żywność funkcjonalną z konopi, czyli nasiona konopne, łuska i niełuskane.  Sprzedajemy je poprzez nasz sklep internetowy. Ogólnie mam dwie przestrzenie w których opowiadam o konopiach w internecie: Konopna Księgowa, gdzie dodaję artykuły blogowe na temat konopi oraz sklep Planeta Konopi, gdzie znajdziecie i kupicie różnego rodzaju artykuły i produkty konopne.

KwmK: Zatrzymajmy się na chwilkę, bo teraz w głowie niejednej Czytelniczki pojawi się myśl, by przyjść do Ciebie z pitem, przy okazji kupić nasionko, a potem na parapecie zasiać zieloną psychoaktywną roślinkę. Takie masz nasiona?

Agnieszka: Nie, nie mam takich nasion. Nasiona o których mówisz to nasiona konopi indyjskich. O ile posiadanie takich nasion w celach kolekcjonerskich w Polsce jest legalne, to już wysadzenie tego nasionka jest nielegalne i grozi za to kodeks karny.

KwmK: Czyli mogę kolekcjonować nasionka konopi indyjskich. Mogę Wsadzić je w ziemię do doniczki/ogródka. Natomiast jeśli nasionko wykiełkuje to już wtedy mogę iść za to do więzienia, dobrze zrozumiałam?

 Agnieszka: Tak. Nasiona, które ja posiadam w ofercie jako żywność funkcjonalną to nasiona konopi włóknistych, które w Polsce są legalne, ale żeby móc je uprawiać należy zgłosić się jako producent konopi włóknistych do Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Po zgłoszeniu nabywasz nasiona certyfikowane do wysiewu. Dopiero jak dopełnisz tych formalności możesz je wysiać.

KwmK: I co się z nimi robi? Jak ich używać? Mogę sobie zrobić z takiej roślinki herbatkę?

Agnieszka: Tak, między innymi. Jest to wtedy jak najbardziej dozwolone.

KwmK: Ok, a jeśli zamiast herbatki ususzę roślinkę i skręcę sobie z niej jointa to co się stanie?

Agnieszka: To nic się nie stanie, bo konopie włókniste mają niską zawartość THC. Dozwolona wartość  THC w konopiach włóknistych to  0,3 %.  Kannabinoidy tam zawarte nie maja efektu psychoaktywnego. One działają bardzo dobrze na nasz organizm, ale bez efektu haju i nie mamy tu żadnych nielegalnych substancji. Tak samo jest w produktach, które dostępne są na rynku. One nie mają THC, to działa na zasadzie CBD, innych kannabinoidów i profilów terpenowych ale nie THC.

KwmK: Czyli zapamiętać należy, że czym innym są konopie włókniste i konopie indyjskie.

Agnieszka: Tak, to te drugie dają efekt haju i legalne są w niektórych krajach i pod pewnymi warunkami.  Jeśli chodzi konopie włókniste to mało kto o tym wie, są to rośliny przemysłowe, które nie służą tylko zastosowaniu medycznemu czy fitoterapeutycznemu. Do dzisiaj z włókna konopnego robi się najtrwalsze żagle w Indiach, szyje się odzież, z konopi pozyskujemy materiały budowlane – bloczki do budowy ekologicznych domów. W przemyśle kosmetycznym, biopaliw i bioplastiku. To chyba jedyna roślina, którą w całości możemy wykorzystać w różnych obszarach różnego przemysłu. Od nasionka po kwiatostan. Więc nie patrzmy na konopie jak na narkotyk.

KwmK: Według Ciebie marihuana, czyli konopie indyjskie powinny być legalne w Polsce…tak rekreacyjnie?

Agnieszka: Jestem za legalizacją. Zalegalizowanie w Polsce marihuany absolutnie nie spowodowałoby wzrostu jej użytkowników. Być może byłby taki „pik” w ciągu pierwszych kilkunastu miesięcy, natomiast później są to wartości malejące.  Doświadczenia i statystyki innych państw, które zalegalizowały marihuanę pokazują, że legalizacja wcale nie spowodowała wzrostu użytkowników, bo kto miał palić to palił jeszcze przed legalizacją załatwiając ją sobie z różnych źródeł. Kto nie lubi palił, nie lubi efektu haju, nigdy nie będzie palić, legalizacja go do tego nie przekona. Więc dlaczego legalizacja? Bo jest to prostsze dla systemu. Nie obciąża państwa, nie ściga się ludzi za posiadanie okruszka konopi i nie wsadza ich za to do więzienia. Nie wiem, czy ja za swojego życia doczekam się legalizacji. Ja życzyłabym sobie, by chociaż weszła depenalizacja, czyli żeby za posiadanie marihuany dla użytku własnego nie wsadzać ludzi do więzienia i nie łamać im życiorysów. Mamy dużo innych neurotoksycznych substancji, które są legalne i powszechnie dostępne. Etanol, czyli alkohol. Jest promowany, ze społeczną licencją. Tymczasem jest to trucizna, która zabija, niszczy relacje społeczne, zdrowie. Jest promowany przez państwo, bo płacimy państwu haracz.

KwmK: I może właśnie przez pieniądze marihuana legalna nie będzie. Koncerny farmaceutyczne, przemysł alkoholowy, zapewne mocno ucierpiałyby na legalizacji.

Agnieszka: Wyobraź sobie Polskę, w której ludzie są przyjaźniejsi, szczęśliwsi, zdrowsi, bo na parapecie hodują sobie roślinkę, którą potem przez rok czy pól roku stosują na własny użytek. Zastępujemy nimi alkohol, leczymy niektóre schorzenia… Dlaczego w latach 60-tych zdelegalizowano wszelkie narkotyki łącznie z konopiami? Nixon to zrobił, bo dzieci kwiaty palące tzw. „hipisówkę”, czyli marihuanę z bardzo niską zawartością THC (miedzy 6-8%, co nawet nie dawało dobrego efektu haju) byli szczęśliwi i zrelaksowani. Jak oni mieli potem zapiąć się w kamasze i zapierdzielać do Wietnamu ludzi zabijać?

KwmK: Nasuwa się pytanie dla kogo konopie są największym zagrożeniem.

Agnieszka: Na pewno nie dla przeciętnego człowieka.

KwmK: A wracając jeszcze do tematu produktów konopnych niewymagających recepty. Jak dobierasz taki produkt do Klienta?

Agnieszka: Wiele zależy od formy podania preparatu, którą chcemy zastosować i od efektu jaki chcemy osiągnąć.

KwmK: A jakie są sposoby podawania produktów konopnych, dostępnych u Ciebie, tych bez recepty?

Agnieszka: Naśluzuwkowo: krople pod język (to jest najczęściej spotykana forma) stosujemy, gdy Klient jest kontaktowy, współpracujący. Wtedy zakrapia się odpowiednią ilość kropli pod język. Bardzo istotne jest tu, aby ich nie połykać, tylko trzymać pod językiem około minuty. Robi się tak po to, by substancje aktywne zawarte w ekstrakcie wchłonęły się nasluzówkowo i od razu weszły do krwiobiegu. Jeżeli połkniemy ten produkt będzie to przyjęcie doustne i spowoduje, że połowa substancji aktywnych zostanie zmetabolizowana przez wątrobę i wydalona. Co oznacza, że do krwiobiegu wejdzie tylko połowa aktywnych substancji.

I tu może powiem o ofiarach ciasteczek z marihuaną. Są takie sytuacje, że ktoś zje ciasteczko no i po godzinie stwierdza, że nic się nie dzieje. Ciasteczko nie działa to jem następne. I tu jest błąd, bo właśnie taka osoba nie bierze pod uwagę, że spożyte doustnie ciastko musi się zmetabolizować. Wtedy następuje wywalenie z butów i mocne pie*dolnięcie, bo nakłada się efekt dwóch dawek. To jest bardzo niefajne, dlatego nie polecam eksperymentowania z ciasteczkami, lepiej przyjmujcie produkty konopne naśluzuwkowo.

KwmK: Podsumowując: przepisanej medycznej marihuany nie można pożyczać, oddawać, przekazywać nikomu innemu. Używać należny w zalecony przez specjalistę sposób, samemu, bo jest to substancja przeznaczona tylko dla konkretnej osoby, a innym może zaszkodzić.

Agnieszka: Tak, absolutnie medycznej marihuany nie można udostępniać osobom trzecim. Tak samo jak nie można pożyczyć sąsiadce tabletki na sen, bo jest to karalne. Terapeuta konopny zawsze musi uprzedzić, co się będzie działo z ciałem i psychiką po spożyciu pierwszego bucha marihuany. Gdybyśmy o tym nie mówili mogłoby to być bardzo szkodliwe i zniechęcające. Przede wszystkim zawsze zalecany jest medyczny waporyzator do medycznej marihuany.

KwmK: Coś jak elektroniczny papieros?

Agnieszka: Zasada podgrzewania jest podobna, natomiast materiał jest inny. W epapierosach są liquidy i syf. Nie polecam! W waporyzatoprze zmielony naturalny susz wkłada się do odpowiedniego pojemniczka w urządzeniu. Jest on podgrzewany do odpowiedniej temperatury i wciągamy tylko parę.

KwmK: Jestem laikiem. Wytłumacz mi proszę jak używa się takiego urządzenia. To trudne?

Agnieszka: Nie. W zależności od tego jaką zadamy temperaturę podgrzania suszu na waporyzatorze w tej kolejności uwalniają nam się terpeny. Konopie mają obok kabinoidów kilkaset substancje aktywnych, dlatego tak świetnie działają. W zależności od tego, jaką mamy temperaturę podgrzania suszu, bo żeby konopie zadziałały susz musi być zdekarboksylowany, czyli poddany wysokiej temperaturze, wtedy pojawiają nam się różne profile terpenowe.

KwmK: Przepraszam, że Ci przerwę Agnieszko. Tu serdeczna prośba do osób o niskiej tolerancji i reaktywno-oporowym nastawieniu, by pominęły tekst, bo uprzedzam i podkreślam, że teraz najprawdopodobniej dowiecie się, jak prawidłowo zaciągać się medyczną marihuaną z waporyzatora. Koniec dygresji. A teraz szokuj! Demoralizuj!

[śmiech]

Agnieszka: A więc zaczynamy od niższych temperatur, 180 stopni. Bierzemy jeden terapeutyczny wdech, czyli zaciągamy się, nie przetrzymujemy pary w płucach (bo wtedy pękają pęcherzyki)  i od razu wypuszczamy. Wyłączamy waporyzator, czekamy 15 minut i obserwujemy: jak i czy zmieniła się nasza percepcja, czy odczuwamy złagodzenie bólu/lęku. Jeśli nie ma żadnego efektu, bo tak tez może się zdarzyć, powtarzamy procedurę. Wdech terapeutyczny, wydech i wyłączamy.

KwmK: Ok, wiemy jak używać medycznej marihuany. A pozostałe formy podania ogólnodostępnych produktów konopnych? Wiemy, że można pod język…

Agnieszka: Tak. Można przyjmować również w formie czopka (pacjenci z chorą prostatą) lub globulki dopochwowej, gdy na przykład mamy zadziałać na endometriozę.

KwmK: Agnieszko wymieniamy jak dotąd same zalety, a czy są jakieś wady i zagrożenia, które mogą nieść produkty konopne? Chodzi mi o skutki uboczne CBD, czyli związek chemicznego występującego w ogólnodpstępnych olejkach i pastach.

Agnieszka: CBD jest bezpieczne i dobrze tolerowane przez większość użytkowników, ale podobnie jak większość suplementów diety, może wywoływać u niektórych skutki uboczne.

KwmK: Na przykład jakie?

Agnieszka: Na przykład senność, nudności, suchość w ustach, potencjalny wzrost aktywności enzymów wątrobowych. CBD może wchodzić w interakcje z niektórymi lekami, dlatego osoby cierpiące na poważne schorzenia powinny skonsultować się ze specjalistą przed zastosowaniem.

KwmK: To odejdźmy teraz od edukacji, konopi i księgowości. Daj się trochę poznać z innej strony. Kim jest Agnieszka Kowalska prywatnie?

Agnieszka: Przede wszystkim jestem kobietą. Od 25 lat żyję w szczęśliwym związku. Jestem mamą dwójki dorosłych dzieci. Wychowywałam się w kręgach harcerskich. To Nauczyło mnie dyscypliny, pokory i wartości. Bardzo lubię celebrować dzień myśli braterskiej.

KwmK: Na podstawie Twoich osobistych, rodzinnych doświadczeń napisałaś też książkę.

Agnieszka: Tak. W czerwcu wydałam książkę „Wszystko dobrze mamo„. Tytuł to słowa, które my jako dzieci mówiliśmy rodzicom, ale również które my słyszymy od swoich dzieci.

KwmK: Co kryje się za tymi słowami?

Agnieszka: No właśnie. Kryje się za nimi kłamstwo.

KwmK: Czym napędzane?

Agnieszka: Zaburzeniem relacji pomiędzy rodzicami i dziećmi. Jest mnóstwo poradników, które tak naprawdę nic nie wnoszą do naszego życia. Pamiętam kiedyś był taki program Superniania. Dzieci tam sadzano na karnego jeżyka. Dzisiaj jak sobie o tym pomyślę to mam ciary. Na tamten moment wszyscy traktowali to za wzór, wydawało się że Superniania ma superwiedzę, supermoce i prawo mówić nam, co mamy robić ze swoimi dziećmi.

KwmK: Uważasz, że teraz jest lepszy model rodzicielstwa i relacji z dzieckiem? Może obecny model będzie za 15 lat odbierany tak, jak teraz odbieramy karnego jeżyka i metody Superniani?

Agnieszka: Chodzi mi o to, że to co my robimy w danej chwili i na dany moment to są najlepsze decyzje na jakie nas w obecnej chwili stać. To, że oceniamy je inaczej z perspektywy czasu, to jest ta mądrość, która przychodzi później.

KwmK: Czyli po prostu każdy powinien iść swoją drogą i postępować według własnych zasad?

Agnieszka: Tak, oczywiście. Bardzo chciałabym, żeby z naszego języka wyszło niefortunne kreślenie „władza rodzicielska”. Ta władza rodzicielska kończy się, jak dziecko  przekracza osiemnasty rok życia i wyfruwa z gniazda. I tyle je widzieli.. I ono nie chce kontaktu z rodzicami, albo ten kontakt jest suchy i wymuszony. Dlatego nie chodzi o to, żeby władać dzieckiem. Chodzi o to, żeby je opiekować i zaopiekować w całym słowa tego znaczeniu. Moja książka mówi o relacjach dorosłych już dzieci z rodzicami. Rodzic występuje w podwójnej roli, bo też jako dziecko swoich rodziców. To nie jest kolejny przewodnik. Raczej podprowadzam pod pewne tematy do samodzielnej pracy i refleksji.

KwmK: Jaka była Twoja relacja z rodzicami?

Agnieszka: Wychowywałam się w domu, w którym nie było alkoholu, nie było awantur, wszystko było poprawnie…A jednak czegoś brakowało.

KwmK: Czego?

Agnieszka: Przestrzeni na szczere rozmowy i emocje. Wypracowałam sobie taki model zabetonowania się. Chyba moi rodzice również.

KwmK: A te relacje się poprawiły w dorosłości?

Agnieszka: Tak, potem ja, jako już dorosła osoba i moi rodzice potrafiliśmy to zmienić. Ta zmiana również skłoniła mnie do napisania książki. Nawet jeśli relacja nie była łatwa, coś się wydarzyło, to nie znaczy , że ona musi się skończyć. Wszystko można zbudować od początku. Tylko nie czekajmy aż ktoś wyciągnie rękę. Sami ja wyciągnijmy, a jednocześnie dajmy drugiej stronie przestrzeń. Żeby ta nasza miłość do dzieci nie była toksyczna. Nie zagłaskujmy ich, nie wymagajmy, by realizowały nasze oczekiwania i niespełnione życiowe plany i ambicje.. Dzieci muszą realizować swoją ścieżkę życiową, a to, co my możemy zrobić w całej miłości rodzicielskiej to z kanapy obserwować i ewentualnie mądrze korygować kurs, który obiorą. Nie mamy natomiast wpływu na ich decyzje.

KwmK: Myślisz, że relacje które miałaś z rodzicami jako dziecko miały wpływ na relacje z Twoimi dziećmi?

Agnieszka: U mnie to poszło w stronę takiej hiperaktywności jako matka, jako perfekcyjna pani domu. Byłam nadopiekuńcza, wszystko za dzieci chciałam zrobić, załatwić, zorganizować,  to nie było dobre.

KwmK: Czyli rodzic helikopter, który bacznie obserwuje każdy krok pociechy i przesadnie chroni przed światem. Znam z autopsji. Robiłam tak samo.

Agnieszka: Tak, z perspektywy czasu wiem, że wiele rzeczy mogłam zrobić lepiej. Mimo wszystko nie katuję się jakimiś wyrzutami, bo to, co robiłam na tamten moment było najlepsze, co mogłam im wtedy dać i zrobić. Takim dobrym feedbackiem od moich dzieci jest to, że lubią z nami wyjeżdżać na wspólne wakacje, dyskutujemy, okazujemy sobie emocje. Dla mnie to wzruszające i to najlepsza laurka na to, że bez względu na to co tam się wydarzyło po drodze, mamy teraz świetny kontakt a ja byłam dobrą matką.

KwmK: Łatwiej jest, gdy dzieci są dorosłe?

Agnieszka: Małe dzieci – małe problemy, duże dzieci – inna skala problemów. Jak dziecko kończy 18 lat, zrobi prawo dochodzi Ci kolejny temat o którym myślisz, dochodzą kolejne rozważania dotyczące bezpieczeństwa. Czy zapiął pasy, czy dojedzie, kiedy dojedzie itd. W teorii pępowina odcięta, są dorosłe, odpowiadają za siebie, ale bez względu na to ile dziecko ma lat, ono zawsze będzie naszym dzieckiem.

KwmK: Powiedziałaś o relacjach z rodzicami, dziećmi…a jaką masz relację z mężem.

Agnieszka: My jesteśmy razem 25 lat i bardzo się kochamy. Jestem szczęśliwa.

KwmK: Umiesz podpowiedzieć, jak wytrzymać ze sobą 25 lat i się nie pozabijać?

Agnieszka: Oj były trudne momenty. Jesteśmy szczęśliwi, ale to nie oznacza, że ciągle latają nad naszymi głowami motyle. Czasem są jakieś drobne problemy, jest rutyna. Ja na szczęście lubię tę naszą rutynę i stałość. Daje mi ona poczucie bezpieczeństwa. Związek to jest przede wszystkim kompromis: ja z czegoś rezygnuję, on z czegoś rezygnuje, on coś wnosi do relacji, ja coś wnoszę. Jest taka piosenka Happysad:

Miłość to nie pluszowy miś ani kwiaty
To też nie diabeł rogaty
Ani miłość kiedy jedno płacze
A drugie po nim skacze
Miłość to żaden film w żadnym kinie
Ani róże ani całusy małe duże
Ale miłość kiedy jedno spada w dół
Drugie ciągnie je ku górze”

To jest idealny obraz tego, co dzieje się w związku. Są chwile uniesienia, ale są też słabsze momenty, kiedy zawodzi komunikacja. I wtedy najgorsze co można zrobić, to karać drugą stronę milczeniem. Trzeba usiąść, pogadać na spokojnie, przeanalizować, co nie zadziałało. Nigdy nie zostawiamy, nie przeczekujemy i nie przemilczamy.

KwMK: Niestety to trudne, zwłaszcza na początku i gdy dochodzą emocje, nerwy. Kłótnie, impulsywne reakcje zdarzają się w każdym  związku.. A w Twoim?

Agnieszka: Ja jestem z tych impulsywnych, mąż jest spokojny. Też czasami potrafiłam „przegiąć pałę”, byłam zaczepna, ale teraz już absolutnie tego nie robię, reaguję spokojniej.

KwmK: Ta umiejętność przyszła z czasem?

Agnieszka: Tak. Nigdy nie przemilczam tego, z czym mam problem, ale nauczyłam się mówić w sposób, który pozwala nam uniknąć niefajnych sytuacji i napięć. Raz jest góra, raz dół, działamy w sinusoidzie. I to jest ok.

KwmK: Co jeszcze jest ważne, by tworzyć długoletni szczęśliwy związek?

Agnieszka: Na pewno chemia. Nie możemy zapominać, że bliskość i intymność między partnerami to nie jest coś, co można włączyć lub wyłączyć. Jeżeli ten temat kuleje, to cały związek będzie kulał. Jeśli ktoś mi powie, że seks w związku nie jest ważny, to ja odpowiem, że bardzo się myli. Sex nie jest najważniejszy, ale jest bardzo ważny.

KwmK: A co jest najważniejsze?

Agnieszka: Komunikacja. Nie sztuką być ze sobą 2-3 lata i się ekscytować tym, jak jest wspaniale.

KwmK: Takie czasy, jeśli coś nam nie odpowiada, łatwiej niż o to walczyć/wyjaśniać po prostu odwrócić się i próbować gdzie indziej. „Sorry, nie pasujemy do siebie, rozstajemy się i tyle”. Kiedy coś nie gra coraz rzadziej podejmuje się walkę/starania i pracę nad związkiem. Nie masz takiego wrażenia?

Agnieszka: Poruszyłaś bardzo ważny wątek. Mamy takie czasy, że bardzo dużo stawia się na siebie. Jestem JA jako centrum wszechświata. Ludzie nie walczą o  wspólne, walczą o swoje. Jest im się łatwiej rozstać, związać się z kimś nowym i budować od nowa. I taką recydywę później powtarzamy. Absolutnie nie mówię o tym, że masz na siłę tkwić w związku, który Ci nic nie daje, jest toksyczny. Ale jak już trafisz na fajnego człowieka, zadbajcie o siebie na wzajem, współtwórzcie ten związek, starajcie się o dobrą komunikację i równowagę.

KwmK: Ta równowaga, o której mówisz jest potrzebna nie tylko w relacjach. Kobiety bardzo często muszą o nią walczyć także w różnych obszarach życia codziennego: w pracy, w relacjach społecznych, w rodzinie. Jej brak stawia nas przed wieloma trudnościami. Dlatego ciekawa jestem, co według Ciebie jest dziś największym wyzwaniem dla współczesnej kobiety? A może — co dla Ciebie osobiście jest takim wyzwaniem?

Agnieszka: Myślę, że wciąż istnieje spora nierówność między kobietami a mężczyznami. Na tych samych stanowiskach zarabiamy mniej, częściej jesteśmy dyskryminowane. Kiedy panowie już nie wiedzą jak nas zdyskredytować mówią: „Weź, pewnie okres ci się zaczął!”. Jesteśmy też obiektem seksistowskich tekstów, szowinistycznych zachowań i przemocy na tle seksualnym. To ogromne wyzwanie — by zachować w tym wszystkim poczucie własnej wartości i nie dać się wciągnąć w grę, w której bardzo często jesteśmy na słabszej pozycji.

KwmK: A propos szowinizmu i seksistowyskich zachowań. Wyobraź sobie, że przed chwilą, zanim tu weszłam właśnie takiego doświadczyłam.

Agnieszka: Co się stało?

KwmK: Wjeżdżam na parking, mam otwarte okno. Nagle facet z budki dorywa się do mojej kierownicy, zaczyna nią kręcić i protekcjonalnym tonem uczy mnie parkować. Byłam w szoku. Ciekawe, czy mężczyzn też tak traktuje? Spieszyłam się do  Ciebie, więc zostawiłam temat, ale uważam, że to było wstrętne i seksistowskie i wielu facetów dalej żyje w przeświadczeniu, że są mądrzejsi, lepsi i mogą więcej. No dobra, koniec. Przecież nie ja udzielam wywiadu… I co Ty na to?

Agnieszka: To jest właśnie ta dyskryminacja płci. Drogie matki nie uczcie swoich córek jak być pokornymi, uczcie swoich synów szacunku do kobiet. To jest takie proste, a bardzo ważne i przyszłościowe.

KwmK: Jak jesteśmy przy przyszłości, to powiedz, gdzie widzisz siebie za 10 lat?

Agnieszka: Widzę siebie jako eksperta wysokich lotów w terapiach konopnych, jako wsparcie dla ludzi, którzy mogą legalnie kupić ziele konopi indyjskich w Polsce. Na pewno nie widzę siebie na emeryturze, ani jako babci siedzącej w fotelu i robiącej na drutach.

KwmK: W sensie, że nie lubisz robić na drutach, czy nie lubisz stagnacji?

Agnieszka: Nie lubię ani jednego, ani drugiego. Manualnie jestem kiepska w takich aktywnościach.

KwmK: Czyli chciałabyś być jak najdłużej aktywna…

Agnieszka: Tak, i cały czas się rozwijać. Jest tyle rzeczy do zrobienia, ja jeszcze tylu rzeczy nie wiem. Chciałabym pogłębiać swoją wiedzę i podnosić kompetencje.

KwmK: Jest coś, co chciałabyś w sobie zmienić, ulepszyć, coś nad (poza edukowaniem w temacie księgowości i konopi) czym pracujesz? A może masz jakieś wady, o których chcesz powiedzieć?

Agnieszka: Nie mam żadnych! Nic nie przychodzi mi do głowy, poważnie. Musiałabyś spytać mojego męża. W ogóle to dziękuję Ci za to pytanie, bo jak kilka lat temu ktoś zapytał mnie na szkoleniu o pozytywne cechy, to przez 15 minut nie potrafiłam niczego napisać. Ty mnie dzisiaj pytasz o wady i ja nie wiem, co powiedzieć. Teraz, między innymi po Twoim pytaniu widzę, że dobrze odrobiłam tę lekcje, bo ciężko nad sobą pracowałam. Natomiast to, czy ktoś mnie lubi to inna kwestia. Nie jestem zupą pomidorową, żeby każdy mnie lubił. Lubimy ludzi podobnie myślących, inność nas odstrasza.

KwmK: A ktoś Ci w tym pomagał w tej pracy? Może miałaś jakąś inspirację?

Agnieszka: Spotkałam na swojej drodze super psychoonkologa. Mimo, że nie byłam pacjentką onkologiczną, miałam okazję uczestniczyć w różnych kursach u fantastycznego człowieka – Pawła Pilkiewicza. To były kursy organizowane dla zawodów medycznych, dla psychologów i osób pracujących z ludźmi. Był też kurs Racjonalnej Terapii Zachowań dla wolontariuszy hospicyjnych. Właśnie na nich dostałam niezbędne narzędzia, które mogłam wykorzystać w swoim życiu.

KwmK: To teraz proszę, Ty bądź inspiracją. Co chciałabyś przekazać naszym Czytelniczkom?

Agnieszka: Pamiętajcie, że my kobiety mamy ogromną moc! Niestety często nam się podcina skrzydła. Najgorsze, że niejednokrotnie podcina nam te skrzydła najbliższe otoczenie. Jeżeli ktoś Wam mówi, że nie dacie rady czegoś zrobić, udowadniajcie, że sobie poradzicie. Bądźcie otwarte, odważne, nie bójcie się krytyki i nie bójcie się walczyć o swoje. Niech nikt nigdy nie wmówi Wam, że jesteście do niczego! Życzyłabym też, nam – wszystkim kobietom, większego zrozumienia i szacunku względem siebie. Mniej zazdrości, mniej zawiści, więcej siostrzeństwa.

KwmK: Razem możemy więcej.

Agnieszka: Tak, tylko wspierajmy się, nie bójmy się wychodzić ze stereotypów i walczyć o swoje!

KwmK: Dziękuję serdecznie za rozmowę.

Agnieszka: Dziękuję również.

Chcesz zainspirować nasze Czytelniczki swoją historią i być bohaterką takiej rozmowy? Wyślij do nas wiadomość poprzez formularz kontaktowy.

*Artykuł sponsorowany

guest
0 komentarzy
najstarszy
najnowszy oceniany
Inline Feedbacks
View all comments