
Budzenie „Sienkiewki”…czy już reanimacja?
W centrum Kielc coraz częściej można zauważyć pustostany i zamknięte witryny lokali usługowych. Szczególnie widoczne jest to na ul. Sienkiewicza – głównym deptaku miasta, który uchodził niegdyś za wizytówkę Kielc i miejsce tętniące życiem. Sukcesywnie kolejne sklepy, kawiarnie, czy punkty usługowe kończą działalność, a w ich miejsce pojawiają się ogłoszenia „Do wynajęcia” lub „Na sprzedaż”.
Deptak – serce naszego miasta, bije coraz słabiej. Są momenty, że faktycznie coś się dzieje, widać różnego rodzaju działania i próby przywrócenia aktywności w centrum…ale jeśli tempo zmian nie będzie większe, braknie konsekwencji w działaniu i długoterminowego planu, wkrótce naszej „Sienkiewce” nie wystarczy budzenie i konieczna będzie reanimacja.
Przyczyn tego zjawiska jest kilka. Z jednej strony rosną koszty utrzymania lokali – czynsze, media i podatki – sprawiając, że prowadzenie małego biznesu staje się coraz trudniejsze. Z drugiej, zmieniają się nawyki mieszkańców: część handlu przeniosła się do galerii i internetu, a Sienkiewicza straciła na znaczeniu jako miejsce codziennych zakupów. Efekt jest taki, że spacerując główną ulicą Kielc, obok działających restauracji czy punktów gastronomicznych, można zobaczyć zatrważająca ilość pustych lokali. To nie tylko zmienia estetykę samej ulicy, ale też obniża atrakcyjność całego śródmieścia.
Wiele mieszkanek i przedsiębiorczyń podkreśla, że potrzebne są nowe pomysły na ożywienie deptaka – czy to poprzez organizację wydarzeń kulturalnych, większe wsparcie dla małych biznesów, czy zachęty dla inwestorów. Inaczej ul. Sienkiewicza, zamiast być wizytówką Kielc, może na stałe stać się symbolem nudy, bierności i zaniedbania.

– Jeszcze kilkanaście lat temu na Sienkiewicza było tłoczno. Teraz coraz trudniej znaleźć powód, by tu przyjść – mówi Kasia mieszkanka Kielc.
Na ulicy, która niegdyś kipiała energią, naliczyliśmy aż 21 pustych lokali. Problem narasta z roku na rok, a dawne centrum spotkań, handlu i spacerów, staje się nostalgicznym wspomnieniem i przykrym świadectwem odpływu życia kulturalnego i handlowego z miejskich ulic.
Przedsiębiorcy jako przyczynę takiego stanu wskazują stale rosnące koszty utrzymania, które skutecznie zniechęcają do prowadzenia małego biznesu w centrum, a klienci brak miejsc parkingowych, utrudniony dojazd do centrum, mało atrakcyjną i zbyt wygórowaną ofertę handlowo-gastronomiczną i godziny otwarcia niedostosowane do potrzeb mieszkańców.
– Ceny jak w Warszawie (szkoda, że pensje nie). Już nawet w stolicach Europy jest taniej. Dlatego ludzie, którzy mają pieniądze po prostu wyjeżdżają z Kielc na weekendy do innych miast i tam wydają kasę. W Kielcach same lombardy, kantory i kebaby. Nuda, nuda, nuda, nawet te same dekoracje bożonarodzeniowe od lat. Słaba oferta handlowa, atrakcji w tygodniu (i nie tylko) brak. Sklepy zamykają się wtedy, kiedy ludzie wychodzą z pracy. Zimą to już w ogóle tragedia. Poza tym nie ma tu nic, co mogłoby przyciągnąć turystę – żali się Alicja.
Galerie handlowe Echo i Korona z główną ulicą Kielc wygrywają dużą, skondensowaną na jednej przestrzeni ofertą zakupów i rozrywki oraz możliwością bezproblemowego parkowania.
Mieszkanki miasta zwracają uwagę, że problem pustostanów na „Sienkiewce” to złożona kwestia i zamknięty krąg.
– Opustoszała ulica, wizytówka Kielc, obniża atrakcyjność całego miasta, również jego walory turystyczne – podkreśla Ilona, studentka ostatniego roku socjologii, która zastanawia się nad stałym zamieszkaniem w Warszawie. – Naszemu miastu nie pomaga też szybko starzejące się społeczeństwo i to, że młodzi ludzie uciekają stąd za pracą i atrakcjami. Nic się tu nie dzieje, bo ludzi jest coraz mniej, a ludzi zostaje coraz mniej, bo nic się nie dzieje – dodaje z nutą goryczy.
Jednym z najczęściej wymienianych powodów umierania „Sienkiewki” jest również brak miejsc parkingowych, nieprzemyślana inżynieria ruchu oraz ogromne ceny za wynajem, znacznie przewyższające możliwości lokalnych przedsiębiorców.
– Niestety, ale jesteśmy przyzwyczajeni do wygody, więc jak nie ma gdzie zaparkować, to jedziemy tam, gdzie ten parking jest. Druga strona medalu jest taka, że właściciele kamienic żądają kosmicznych cen za wynajem lokali, zamiast zejść z ceny, wolą, żeby stały puste. A będą puste, bo nie ma jak dojechać i kółko się zamyka – pisze w grupie KwmK Grażyna.
Warto również zwrócić uwagę na czynnik psychologiczno-społeczny całej sprawy: stagnację i brak tradycji spędzania czasu ’na mieście’, co wynika z przyzwyczajenia do ubogiej oferty rozrywkowo-kulturalnej oraz handlowej naszego centrum. Nawet jeśli pojawiają się nowe wydarzenia lub ciekawe propozycje eventów, mieszkańcom bardzo ciężko odejść od zakorzenionej głęboko narracji i utrwalonego przeświadczenia, że w Kielcach ’przecież i tak nic ciekawego nie ma’.
A może nastawić się pozytywnie i dać kolejną szansę naszemu miastu? Może tym razem coś się zmieni? Może zmienimy coś razem?

Kielczanki apelują o działania władz miasta. Pomysły są różne: od regularnej organizacji wydarzeń kulturalnych i jarmarków, po różnego rodzaju ulgi, tworzenie miejsc parkingowych i wsparcie dla małych firm. Są nawet gotowe pomysły na przyciągnięcie turystów i zwiększenie atrakcyjności centrum. Rozmówczynie zgodnie wskazują oryginalny i charakterystyczny dla naszego regionu symbol – Babę Jagę.
Kraków ma smoka, Wrocław krasnale, a w Lublinie są koziołki. U nas, aż się prosi o Baby Jagi! Przy Silnicy Baba Jaga w łódce z miotłą zamiast wiosła, przy dworcu PKS – Baba Jaga z UFO, Jagi z torbami zakupów lub jedzeniem przy sklepach, restauracjach, w parku. Ludzie robiliby sobie zdjęcia i szukali „pochowanych” w zakamarkach Kielc mieszkanek Łysej Góry. Świętokrzyskie czaruje. Baba Jaga to od dawna nieoficjalna maskotka regionu, taki „samograj”. Czemu tego nie wykorzystać? – pyta Aneta.
Nie sposób nie zauważyć pewnych prób budzenia naszego miasta z letargu. Zniecierpliwione kielczanki mają jednak sporo zastrzeżeń i wyobrażają sobie ten proces nieco inaczej.
Próby ratowania jakieś tam widać. Niestety tymi wszystkimi śmiesznymi akcjami, co to się kramy z chińszczyzną z AliExpress wystawiają albo foodtrucki, wabi się naiwnych ludzi i nabija kabzę obcym. Ciekawa jestem jak znoszą to stacjonarne punkty gastronomiczne? Osobiście uważam, że cały ten „festyn” zasłania tylko lokalne biznesy, a powinniśmy promować to, co nasze. Trzeba włączyć w takie akcje przede wszystkim lokale, sklepy i usługi, które działają na ulicach naszego miasta – sugeruje Monika.
Może, jeśli głosy mieszkańców zostaną wysłuchane, a kroki podjęte będą na wielu płaszczyznach i realizowane z uporem, główna ulica Kielc odzyska dawną świetność? Na razie jednak spacer po Sienkiewicza przypomina coraz bardziej o problemach miasta, niż o legendarnym klimacie deptaka.

To zdjęcie to podsumowanie i idealny komentarz do współczesności: beztroski, kolorowy napis „I love Kielce”, przypominający o potrzebie promocji miasta i dumie z bycia jego mieszkańcem zestawiony z monumentalnym pomnikiem „Quo Vadis” Henryka Sienkiewicza. Każdy, kto tu mieszka zapewne niejednokrotnie poddawał się refleksji nad kierunkiem, w jakim podążają Kielce.
Czy idziemy w stronę nowoczesności opartej na rozwoju, kulturze, tradycji i otwartości? Czy poddajemy się, zadowalając powierzchownymi, sporadycznymi działaniami?
W tym kadrze wyraża się cała istota pytań, jakie powinny dziś towarzyszyć debacie o rozwoju Kielc. Bo miłość do miasta to nie tylko przywiązanie – to również odpowiedzialność za jego przyszłość.
A jakie są Wasze przemyślenia na temat głównej ulicy naszego miasta? Co zrobić, by skutecznie i na stałe odbudować zapominany ruch? Kto i jakie kroki powinien podjąć, by ludzie znów mieli ochotę i powody tu przychodzić?
Zapraszamy do dyskusji w komentarzach.
* Tekst opracowany na podstawie wypowiedzi kielczanek ze społeczności KwmK.






































Pokażcie ten wpis władzom miasta, bo może nie wiedzą i brak im pomysłów.
Brawo! Nie ma co słodzić czas nazywać rzeczy po imieniu! Wjechać do centrum to porażka j od lat już nie próbuję. Gratulacje dla mądryali xo to wymyślili taki zakaz i powrzucali kłody pod nogi ludziom co chcieli w centeum zostawiać swoje pieniądze.
Może to przez zbyt wysokie czynsze ta ulica nie tętni życiem nic się tam nie dzieje. Miasto (centrum) powoli umiera, tylko rynek jeszcze jakoś funkcjonuje.
Solna też, szkoda że tylko do 22
Gdyby w centrum byly uczelnie, urzędy i inne instytucje z których ludzie muszą korzustać to by był ruch na Sienkiewicza Jak UK był na Leśnej to byli tam studenci. Pusta ilica to wynik durnych decyzji i tego, że wladza nie przewiduje konsekwencji.